Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mniejszości narodowe/plemiona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mniejszości narodowe/plemiona. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 4 lutego 2016

Tybetańskie klimaty

Dzień 4, Katmandu

Już stanęłam na nogi po wczorajszym zatruciu, ale wciąż jestem trochę osłabiona i zdecydowanie trzeba było zwolnić tempo. Mimo lekkiego wycieńczenia odwiedziłam dzisiaj Boudhanath (lub Bodhnath), czyli tybetańską stupę. Miejsce to jest centrum tybetańskiej kultury w Nepalu. Po przekroczeniu głównej bramy momentalnie wkracza się w zupełnie inny świat. Mieszkańcy oraz wierni noszą tradycyjne tybetańskie stroje, tutejsze restauracje serwują tybetańskie specjały, a sklepiki pełne są tybetańskich bibelotów. Nie tylko główna stupa jest urokliwa, równie zachwycający jest gąszcz oplatających ją uliczek. Wąskie alejki pełne są wiernych oraz mnichów z ogolonymi głowami w brunatnoczerwonych szatach. Stroje mnichów fantastycznie współgrają z bielą kopuły oraz kolorami okolicznych sklepików i restauracji. Atmosfera tego miejsca nie tylko przesiąknięta jest zapachem kadzidełek i przypraw, ale również spokojem, łagodnością i mistycyzmem odległej kultury. Buddyzm tybetański oraz jego wyznawcy zaznali tutaj spokoju i wolności, o których mogliby tylko marzyć w zniewolonym Tybecie. 


Jak widać na zdjęciu, również i ta stupa bardzo ucierpiała podczas trzęsienia ziemi. Na szczęście prace wrą i już niedługo powrócą czasy jej świetności. Wtedy przyjdzie kolej na renowację kolejnego zabytku.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Dzień 19. Pai

Na dzisiaj był ambitny plan, wstać o 6 rano i do wieczora zobaczyć wszystko co znajduje się w okolicy. Ledwo zwlokłyśmy się z łóżka o 9...

Pierwsze miejsce, które odwiedziłyśmy to chińska wioska. Kiczu jeszcze więcej niż w przeciętnym China Town, czyli dokładnie to czego można się było spodziewać. Już tutaj zaczęło padać, ale twardo, nie poddając się, z pozytywnym nastawieniem wyruszyłyśmy dalej, zobaczyć jakiś wodospad. Kurde, ale dramat. Następny przereklamowany punkt na mapie Tajlandii. Tu dorwała nas silna ulewa, która dała nam trochę do myślenia. Zdecydowałyśmy wrócić jak najszybciej do Chiang Mai i zaciągnąć Particka na południe, gdzie mógłby spokojnie wydobrzeć na plaży popijając drinka z parasolką (bo to na pewno przyspieszyłoby działanie środków przeciwbólowych:).

środa, 15 sierpnia 2012

Dzień 18. Pai

Koło południa pojechałyśmy skuterem do Pai, małego miasteczka na północ od Chiang Mai. Leży ono w górach i słynie z przepięknych widoków oraz plemion górskich. Patrick musiał zostać w hostelu, bo jego stan nie pozwala mu jeszcze podróżować. Pewnie znacznie mu się polepszy przez te dwa dni jak nas nie będzie. Oby.

Dotarłyśmy na miejsce pod wieczór. Droga zajęła nam strasznie dużo czasu, ponieważ padało i musiałyśmy przeczekiwać deszcz kilkakrotnie. W końcu jest pora deszczowa... Niemal cała droga prowadzi krętymi zawijasami wśród przepięknych widoków. Wyniosłe góry przykryte gęstymi chmurami otaczające głębokie doliny, po prostu bajkowo!

wtorek, 14 sierpnia 2012

Dzień 17. Okolice Chiang Mai

Starsza kobieta wyszywająca w wiosce.
Koło południa razem z Tanitą pojechałyśmy zwiedzać okolice Chiang Mai. Tą biedną kalekę zostawiłyśmy w domu, już zaczyna powoli wymyślać i narzekać, więc mu się poprawia i możemy odetchnąć z ulgą:)

Najpierw zatrzymałyśmy się w jakiejś świątyni, z której miał być piękny widok na okolicę. Tanita od razu odpuściła sobie wspinaczkę po schodach, ale ja nie. Jak już tu przyjechałyśmy, to warto sprawdzić czy było warto się fatygować. Ale nie było. Na górze okazało się, że znowu turyści muszą płacić, więc bez skrupułów wślizgnęłam się bocznym wejściem. Ostatnio zauważyłam, że w większości miejsc da się przyszachraić na wejściówkach. Gdzieś muszą być granice naciągactwa. Szczególnie, że widok z góry niczym się nie różnił od tego z darmowego punktu widokowego znajdującego się nieopodal. Sama świątynia była ładna, znów inna niż poprzednie, ale już widziałam ich tyle, że nawet nie chciało mi się wyciągać aparatu. Ciekawe, że ta świątynia bardziej przypominała bazar niż miejsce kultu. Wszędzie było pełno sklepików sprzedających przekąski i różne duperele. Szybko wróciłam na dół i dołączyłam do Tanity buszującej w sklepikach z pamiątkami.