Perełką tego miasta jest jezioro Phewa, pośrodku którego na wysepce wybudowana jest mała hinduska świątynia. Jedyny sposób żeby się tam dostać, to wypożyczyć kolorową łódkę czekającą na brzegu nieopodal. Można również wybrać się na krótki treking po drugiej stronie jeziora, gdzie na szczycie wzniesienia znajduje się buddyjska Stupa. Popularne miejsce, gdzie zarówno turyści jak i Nepalczycy podziwiają zapierającą dech w piersiach scenerię okolicy - w dole krystalicznie czyste jezioro, kolorowe łódki, tętniące życiem miasto i panorama himalajskich szczytów w tle. To dopiero widoki!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog o Azji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog o Azji. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 10 marca 2016
wtorek, 9 lutego 2016
Autobusem po schodach
Dzień 9, Pokhara
W sumie to dzisiejszy dzień spędziłam w autobusie z Katmandu do Pohkary. Trasa jest przepiękna; droga wije się wśród górskich szczytów i przecina jedną wioskę za drugą. W dolinie widać pola uprawne, mieszkalne chatki oraz krystalicznie czystą rzekę, która co rusz pojawia się i znika w zasięgu wzroku. Na horyzoncie oczywiście nieustannie majaczą Himalaje... Sielanka? Nic z tych rzeczy. Droga jest bardzo kręta i wyboista co sprawia wrażenie jakby autokar jeździł po schodach, a nie po asfalcie. Dodatkowo jest bardzo wąsko i przez większość trasy szosa wybudowana jest na zboczu góry, co absolutnie nie powstrzymuje kierowców przed urządzaniem sobie rajdów. Motory wyprzedzają auta, te wyprzedzają minibusy, minibusy wyprzedzają busy a busy wcinają się przed autokary. Kolejna wyprawa pełna wrażeń :D
poniedziałek, 8 lutego 2016
Z wizytą u nepalskiego szamana
Dzień 8, Katmandu
Zgodnie z obietnicą Guru Kedar Baral przepowiedział mi przyszłość. Kiedy Nepalczycy przychodzą na świat ich rodzina sporządza w świątyni specjalny dokument opisujący astrologię związaną z daną osobą. Z reguły Szaman korzysta właśnie z tych zapisków aby przepowiadać ludziom przyszłość. W moim przypadku posłużył się zwykłą talią kart, ponieważ ja nie mam takiego dokumentu. Najpierw opisał bardzo dokładnie mój charakter i to jak postępuję w życiu, a potem przeszedł do faktycznych przepowiedni. Karty zostały rozłożone po 4 na podłodze i ja zadawałam pytanie, wskazywałam odpowiednią kupkę i w zależności od tego co było pod spodem Guru podawał swoje interpretacje.
niedziela, 7 lutego 2016
Na świątynnym szlaku
Dzień 7, Patan
W porównaniu do Bhaktapur Patan jest mniejsze, ale za to bardziej tłoczne i bardziej nowoczesne. Powoli przyzwyczajam do drewnianych ganków, domków z czerwonej cegły i tętniących życiem uliczek. W Patan najlepiej zagubić się w ich gąszczu... Trafia się wtedy na ukryte dziedzińce, podwórka i patia. Za każdym zaułkiem czeka na Ciebie nowa mini-świątynia, stupa, albo inna osobliwa budowla. Raz na jakiś czas przyłączy się grupka rozkrzyczanych dzieci, które z dumą wskażą, którą bramą według nich należy kontynuować wyprawę. Nepal jest bardzo bezpieczny więc spokojnie można zagubić się w labiryncie kamieniczek. Nawet jeżeli przypadkowo naruszy się czyjąś prywatność, mieszkańcy z uśmiechem pokierują w odpowiednim kierunku. A jak będzie miało się odrobinę szczęścia to najpierw zaproszą na filiżankę gorącej herbaty z mlekiem suto doprawionej cukrem.
![]() |
| W Złotej Świątyni |
sobota, 6 lutego 2016
W średniowiecznym miasteczku
Dzień 6, Bhaktapur
![]() |
| Durbar Square w Bhaktapur. Durbar Square to nepalski odpowiednik naszego rynku. |
Z samego rana przemiły właściciel hostelu wprowadził mnie w temat trzęsień ziemi. Siłę wstrząsów określa się w stopniach magnitudy. Skala zaczyna się od 0 i teoretycznie jest otwarta, ale za górną granicę nieformalnie przyjmuje się 9,5, czyli siłę najsilniejszego dotąd trzęsienia ziemi zarejestrowanego instrumentalnie. Należy przy tym zaznaczyć, że każdy kolejny stopień magnitudy jest mierzony, jako dziesięciokrotność poprzedniego. Trzęsienie, które ostatnio tak zdewastowało Nepal miało siłę 7,8, a wczorajsze 5,5. Dowiedziałam się również, że odczuwalne wstrząsy mają wartość powyżej 3 i są tak delikatne, że bardzo łatwo je przeoczyć. Powyżej 4 są zauważalne jeżeli się siedzi lub leży, a powyżej 5 odczuwa się nawet jadąc autem. Trzęsieniom ziemi towarzyszy również bardzo charakterystyczny huk, co miała okazję doświadczyć wczoraj wieczorem. Powyżej 6 już się robi nieciekawie.
Etykiety:
architektura/budownictwo,
atrakcje turystyczne,
Azja,
Bhaktapur,
blog o Azji,
Nepal,
przygoda,
skośnym okiem,
trzęsienie ziemi,
zabytki
Lokalizacja:
Bhaktapur, Nepal
piątek, 5 lutego 2016
Trzęsienie ziemi
Dzień 5, z Katmandu do Bhaktapur
Dzisiejszy dzień rozpoczął się wyjątkowym spotkaniem. Dzięki Eddi'emu Nepalczykowi poznałam nepalskiego szamana, który zgodził się z nami porozmawiać. Pewnie od razu przychodzi Wam na myśl zjawiskowy obraz ascetycznego mężczyzny z dredami, pomalowaną twarzą, ubranego w dziwaczne szaty i podpierającego się dziwaczną laską. Będę musiała Was rozczarować;) Żadnych masek, piór, talizmanów, amuletów, różdżek oraz innych "magicznych" rekwizytów. Guru Kedar Baral wygląda "najnormalniej" jak to tylko możliwe, nawet nie miał kropki na czole! Pozory mylą haha.
Etykiety:
Azja,
Bhaktapur,
blog o Azji,
Katmandu,
mentalność,
Nepal,
przygoda,
ruch uliczny,
skośnym okiem,
szaman,
szamanizm,
trzęsienie ziemi
Lokalizacja:
Bhaktapur, Nepal
czwartek, 4 lutego 2016
Tybetańskie klimaty
Dzień 4, Katmandu
Już stanęłam na nogi po wczorajszym zatruciu, ale wciąż jestem trochę osłabiona i zdecydowanie trzeba było zwolnić tempo. Mimo lekkiego wycieńczenia odwiedziłam dzisiaj Boudhanath (lub Bodhnath), czyli tybetańską stupę. Miejsce to jest centrum tybetańskiej kultury w Nepalu. Po przekroczeniu głównej bramy momentalnie wkracza się w zupełnie inny świat. Mieszkańcy oraz wierni noszą tradycyjne tybetańskie stroje, tutejsze
restauracje serwują tybetańskie specjały, a sklepiki pełne są
tybetańskich bibelotów. Nie tylko główna stupa jest urokliwa, równie zachwycający jest gąszcz oplatających ją uliczek. Wąskie alejki pełne są wiernych oraz mnichów z ogolonymi głowami w brunatnoczerwonych szatach. Stroje mnichów fantastycznie współgrają z bielą kopuły oraz kolorami okolicznych sklepików i restauracji. Atmosfera tego miejsca nie tylko przesiąknięta jest zapachem kadzidełek i przypraw, ale również spokojem, łagodnością i mistycyzmem odległej kultury. Buddyzm tybetański oraz jego wyznawcy zaznali tutaj spokoju i wolności, o których mogliby tylko marzyć w zniewolonym Tybecie.
Jak widać na zdjęciu, również i ta stupa bardzo ucierpiała podczas trzęsienia ziemi. Na szczęście prace wrą i już niedługo powrócą czasy jej świetności. Wtedy przyjdzie kolej na renowację kolejnego zabytku.
Etykiety:
atrakcje turystyczne,
Azja,
blog o Azji,
buddyzm,
Katmandu,
mniejszości narodowe/plemiona,
Nepal,
pomoc,
religia,
świątynie,
zabytki
Lokalizacja:
Katmandu, Nepal
środa, 3 lutego 2016
Polsko-nepalsko
Dzień 3, Katmandu
Dzisiaj odwiedziłam kolejnych znajomych, polsko-nepalskie małżeństwo Magdy i Sujana (czyt: Suzana). Przy herbacie Magda przybliżyła sytuację polityczno-ekonomiczną kraju oraz opowiedziała o wyzwaniach z jakimi musi się zmierzyć Europejka mieszkająca w Nepalu. Dla nas wyzwania, a dla Nepalczyków codzienność. Brak stałych dostaw prądu, gazu czy wody są postrzegane jedynie jako pomniejsze niedogodności; ważniejsze jest to, że sytuacja w kraju się poprawia. Ludzie tutaj żyją naprawdę w ciężkich warunkach. W zimie nie ma również ogrzewania, a temperatury nocą spadają do około 0*C. O opiece państwa oczywiście nie ma co wspominać. Dla mnie Nepalczycy to bohaterowie dnia codziennego, którzy z uśmiechem na twarzy mierzą się z trudami życia.
Po trzęsieniu ziemi w 2015 roku Magda i Sujan zaangażowali się w pomoc ofiarom katastrofy. W celu zbierania środków i organizowania pomocy Nepalczykom założyli Fundację „MAŁA POLSKA W NEPALU” (ang: Little Poland in Nepal). Pomoc kierowana jest bezpośrednio do mieszkańców Dumre, małej wioski położonej ok 27 km od Katmandu w dystrykcie Nuwakot. W Dumre zniszczeniom uległy wszystkie domostwa i zawaliła się szkoła.
Dzisiaj odwiedziłam kolejnych znajomych, polsko-nepalskie małżeństwo Magdy i Sujana (czyt: Suzana). Przy herbacie Magda przybliżyła sytuację polityczno-ekonomiczną kraju oraz opowiedziała o wyzwaniach z jakimi musi się zmierzyć Europejka mieszkająca w Nepalu. Dla nas wyzwania, a dla Nepalczyków codzienność. Brak stałych dostaw prądu, gazu czy wody są postrzegane jedynie jako pomniejsze niedogodności; ważniejsze jest to, że sytuacja w kraju się poprawia. Ludzie tutaj żyją naprawdę w ciężkich warunkach. W zimie nie ma również ogrzewania, a temperatury nocą spadają do około 0*C. O opiece państwa oczywiście nie ma co wspominać. Dla mnie Nepalczycy to bohaterowie dnia codziennego, którzy z uśmiechem na twarzy mierzą się z trudami życia.
![]() |
| Rodzina przed swoim domem zniszczonym podczas trzęsienia ziemi, Dumre (zdj/MałaPolskaWNepalu) |
Etykiety:
Azja,
blog o Azji,
Dumre (dystrykt Nuwakot),
fundacja,
Katmandu,
Little Poland in Nepal,
Mała Polska w Nepalu,
Nepal,
pomoc,
skośnym okiem,
społeczeństwo,
Sunkhani),
trzęsienie ziemi,
życie codzienne
Lokalizacja:
Katmandu, Nepal
wtorek, 2 lutego 2016
Twarzą w twarz z Boginią
Dzień 2, Katmandu
Dzisiaj przeniosłam się do turystycznej dzielnicy Thamel, pełnej sklepików z najrozmaitszymi nepalskimi bibelotami. Oczywiście najchętniej kupiłabym wszystko i w trosce o moje finanse Aditya (Eddy) Nepalczyk postanowił pomóc mi w negocjowaniu cen. Wpadliśmy na genialny pomysł komunikowania się między sobą po chińsku. Nie wiedzieliśmy tylko, że ostatnio zacieśniające się relacje chińsko-nepalskie i napływ chińskich turystów, mocno wpłynęły również na umiejętności językowe sprzedawców. Zostaliśmy przyłapani za każdym razem... haha. Niewzruszeni postanowiliśmy zmienić taktykę i “dać się podsłuchać", co dla odmiany daje fantastyczne rezultaty.
![]() |
| Nepalka przygotowująca świeże przekąski |
Etykiety:
atrakcje turystyczne,
Azja,
blog o Azji,
buddyzm,
Hinduizm,
Katmandu,
Nepal,
podróże,
skośnym okiem,
świątynie,
trzęsienie ziemi,
wierzenia,
zabytki
Lokalizacja:
Katmandu, Nepal
poniedziałek, 1 lutego 2016
Pierwsze kroki
Dzień 1, Katmandu
Z lotniska odebrał mnie mój kumpel Drishya Nepalczyk i zaraz po zakwaterowaniu ruszyliśmy na podbój Katmandu. Przyłączył się do nas również jego “brat”. “Brat” czyli bardzo bliski przyjaciel; są też “kuzyni”, czyli znajomi oraz “przyjaciele”, czyli, ci których zna, ale nie zaliczają się do dwóch poprzednich kategorii. Do starszych zwraca się jako “ciociu” i “wujku”. Dlatego błyskawicznie odnosi się wrażenie, że cały Nepal jest ze sobą spokrewniony.
I tak w trójkę na jednym motorze przemierzaliśmy zakamarki stolicy Nepalu, z dala od głównych ulic, ponieważ jeżdżenie w trzy osoby jest tu niedozwolone. Oczywiście taki zakaz jest uważany przez lokalnych za absurdalny, szczególnie w obecnej sytuacji ekonomicznej kraju. Naturalnym efektem trzęsienia ziemi jest kryzys. Po benzynę ustawiają się kolejki i jednorazowo wydawane jest tylko 15 litrów, chyba że masz brata/kuzyna/przyjaciela który rozlewa, wtedy kupujesz pełen bak. Ceny paliwa poszły siedmiokrotnie w górę! Restauracje skracają ofertę w menu, ponieważ brakuje jedzenia i często gotują na ogniu, bo nie ma gazu. Przerwy w dostawie elektryczności to norma. Są nawet aplikacje na smartfony, które podają orientacyjny czas dostaw prądu. Dodatkowo, Indie mieszają się do lokalnej polityki, a Nepalczycy swój opór przed indyjskim wpływem przypłacili blokadą dróg handlowych. Nie mają dostępu do morza, więc minimum importu odbywa się drogą lotniczą. Przedzieranie się kontenerów przez Himalaje z odległego od wszelkiej cywilizacji Tybetu oczywiście nie wchodzi w rachubę.
Z lotniska odebrał mnie mój kumpel Drishya Nepalczyk i zaraz po zakwaterowaniu ruszyliśmy na podbój Katmandu. Przyłączył się do nas również jego “brat”. “Brat” czyli bardzo bliski przyjaciel; są też “kuzyni”, czyli znajomi oraz “przyjaciele”, czyli, ci których zna, ale nie zaliczają się do dwóch poprzednich kategorii. Do starszych zwraca się jako “ciociu” i “wujku”. Dlatego błyskawicznie odnosi się wrażenie, że cały Nepal jest ze sobą spokrewniony.
I tak w trójkę na jednym motorze przemierzaliśmy zakamarki stolicy Nepalu, z dala od głównych ulic, ponieważ jeżdżenie w trzy osoby jest tu niedozwolone. Oczywiście taki zakaz jest uważany przez lokalnych za absurdalny, szczególnie w obecnej sytuacji ekonomicznej kraju. Naturalnym efektem trzęsienia ziemi jest kryzys. Po benzynę ustawiają się kolejki i jednorazowo wydawane jest tylko 15 litrów, chyba że masz brata/kuzyna/przyjaciela który rozlewa, wtedy kupujesz pełen bak. Ceny paliwa poszły siedmiokrotnie w górę! Restauracje skracają ofertę w menu, ponieważ brakuje jedzenia i często gotują na ogniu, bo nie ma gazu. Przerwy w dostawie elektryczności to norma. Są nawet aplikacje na smartfony, które podają orientacyjny czas dostaw prądu. Dodatkowo, Indie mieszają się do lokalnej polityki, a Nepalczycy swój opór przed indyjskim wpływem przypłacili blokadą dróg handlowych. Nie mają dostępu do morza, więc minimum importu odbywa się drogą lotniczą. Przedzieranie się kontenerów przez Himalaje z odległego od wszelkiej cywilizacji Tybetu oczywiście nie wchodzi w rachubę.
Etykiety:
Azja,
blog o Azji,
buddyzm,
Katmandu,
Nepal,
podróże,
skośnym okiem,
świątynie,
trzęsienie ziemi,
zabytki,
znajomi,
życie codzienne,
żywność
Lokalizacja:
Katmandu, Nepal
niedziela, 31 stycznia 2016
Kierunek: Nepal
| Flaga Nepalu |
Wiadomo, jak Nepal to i Himalaje. Ponad 80% powierzchni tego kraju pokrywają góry o średniej wysokości ok. 6000 m n.p.m! Choć tym razem w planach nie mam długich trekingów i zdobywania ośmiotysięczników, to na pewno będę miała nie jedną okazję podziwiać majestat najwyższych gór świata i ich perełkę Mt. Everest. Mimo, szczyt leży na granicy z Chinami, to stał się wizytówką właśnie Nepalu. Przez lokalnych nazywany Czomolungmą, co roku przyciąga rzesze turystów z całego świata. Wszyscy pragną choć rzucić okiem na legendarną górę, część z nich wybiera się na popularny treking do bazy pod Everestem, a jedynie nieliczni nadludzkim wysiłkiem zdobywają jej szczyt.
Etykiety:
Azja,
blog o Azji,
Nepal,
podróże,
skośnym okiem,
wioski
Lokalizacja:
Nepal
piątek, 20 lutego 2015
Szczęśliwego Nowego Roku Drewnianej Kozy!
Wszystkim Czytelnikom i Czytelniczkom Skośnego Oka życzę dziś pomyślności z okazji pierwszego dnia Chińskiego Nowego Roku, Roku Drewnianej Kozy!
W Chinach jest to czas świętowania w gronie najbliższej rodziny i przyjaciół. Jest to również czas na zabobony i złe przeczucia jako, że święto najeżone jest rozmaitymi przesądami. Chińczycy od wieków przywiązują ogromną uwagę do związanych z nimi obrzędów i rytuałów. A więc dokładnie sprawdźcie poniższą listę noworocznych przesądów, aby Rok Kozy nie zapędził Was w kozi róg;)
Etykiety:
blog o Azji,
blog o Chinach,
Chiny,
chińskie wierzenia,
Daleki Wschód,
humor,
mentalność,
przesądy,
religia,
skośnym okiem,
społeczeństwo,
święta,
tradycje,
zwyczaje
środa, 8 stycznia 2014
Wymarłe nadmorskie miasteczko
Dzień 10. Dong Hoi
Mała, spokojna i CICHA miejscowość zaraz nad brzegiem morza. Miasteczko sprawia wrażenie wręcz wyludnionego, ale jest to dobrą odskocznią od wszechobecnego hałasu, trąbienia i głośnej muzyki. Im dalej na południe tym cieplej. Czas więc na pierwszy w tym roku spacer w japonkach i ruszamy w drogę!
wtorek, 7 stycznia 2014
Pierwsze naprawy
Dzień 9. Gdzieś w trasie, okolice Vinh
| Pierwsza plaża do której dotarliśmy |
Nareszcie plaża! Zafundowaliśmy sobie przystanek w ślicznym miejscu i ruszyliśmy w dalszą drogę zakurzoną autostradą (a raczej remontowaną drogą haha). W okolicy nie ma absolutnie nic do zobaczenia, więc prujemy czym dalej na południe, gdzie jest znacznie cieplej. Wieczorem na trasie czekała na nas niespodzianka; ciemno, pusto, a tu motor stanął po środku drogi! Wietnam nie rozpieszcza haha.
poniedziałek, 6 stycznia 2014
W trasie
Dzień 8. Gdzieś na trasie z Hanoi do Sajgonu
Cały dzień spędziliśmy podróżując na południe. Główne widoki to główna autostrada usiana tirami. Powiedzmy, że bez szału, ale udało nam się przeżyć, więc w sumie ok. Och, ale doceniliśmy polskie drogi!! Hahaha
niedziela, 5 stycznia 2014
Turystyczna porażka
Dzień 8. Ninh Binh
| Ci pomarańczowi, to rozkrzyczani turyści:) |
Wybraliśmy się dzisiaj do Trang An, gdzie miały być przepiękne jaskinie, które podziwia się wpływając do środka małymi łódkami. Brzmi bajecznie! Kiedy dotarliśmy na miejsce w przerażeniu obserwowaliśmy tabuny turystów pakujących się na łódki, które chmarą podążają w stronę jaskiń. Zabraliśmy się stamtąd z prędkością światła i odjechaliśmy krętą drogą wśród wapiennych skał i lokalnych wiosek.
Etykiety:
atrakcje turystyczne,
Azja,
blog o Azji,
motor,
natura,
Ninh Binh,
podróże,
pola ryżowe,
skośnym okiem,
Wietnam,
wioski
Lokalizacja:
Ninh Binh, Wietnam
sobota, 4 stycznia 2014
Pożegnanie z Hanoi
Dzień 7. Hanoi
Kolejny dzień spędzony w świecie narzędzi, smaru, części i wszystkich innych takich;) Koniec końców zdecydowałam się zainwestować w nieco droższy, ale lepszy motor. Wygląda też ładniej niż inne, więc będzie go łatwiej sprzedać w Sajgonie. Zobaczymy jeszcze jak sprawdzi się w trasie. Tomek faktycznie był
nieocenioną pomocą przy kontroli najmniejszych szczegółów i dopilnował
aby motocykl opuścił warsztat w nienagannym stanie.
Ostatecznie Tomek postanowił dołączyć się na kilka dni. Zdobyłam kompana podróży! Planujemy już dzisiaj wyruszyć na południe. Przeżyłam kierując po wąskich uliczkach Starego Miasta (Old Quarter), więc czuję się w pełni przeszkolona i gotowa do drogi. Przeżyjesz w Hanoi, przeżyjesz wszędzie indziej!
piątek, 3 stycznia 2014
Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło
Dzień 6. Powrót z Ha Long
Mgła jak była, tak jest. Coś nie mam szczęścia do głównych atrakcji turystycznych; remont w Zakazanym Mieście, powódź w Varanasi, a teraz mgła w Ha Long. Cóż, bywa...
Dzisiaj na pokładzie panują bardzo spokojne nastroje. Boli Dupa ujął mnie pokorną akceptacją konsekwencji imprezowania zeszłej nocy i chyba jako jedyny jest w pełni gotowy na 5 godzin telepania się w autobusie z powrotem do Hanoi. Byle dalej od Ha Long! Hahaha
czwartek, 2 stycznia 2014
Spowita młgłą zatoka
Dzień 5. Zatoka Ha Long
Zapakowali mnie do autobusu. Wyprawa za 50 dolców. Myślałam, że słono przepłaciłam, ale na miejscu okazało się, że jestem wytrawną negocjatorką, gdyż pozostali startowali od $70 wzwyż. Cóż, dumna z siebie, jadę:) Podobno do przejechania było 150 km, ale jedziemy już 5 godzin! Powoli zaczynam się niepokoić, że porwali autobus białasów, ale na szczęście niedługo potem wysadzili nas porcie wypełnionym turystami. Och tak, jeszcze więcej białasów!
Ale tu czekała na mnie także miła niespodzianka; na tą samą łódkę został zapakowany również Tomek, Polak. Razem dzielnie przebrnęliśmy przez tandetnie oświetlone jaskinie i inne trudy zorganizowanej wycieczki. Między innymi w pakiecie mieliśmy jeszcze kajaki. Tu Wietnamscy przewodnicy zaskoczyli nas swoją pomysłowością, gdyż kajaki faktycznie były w pakiecie, ale pływanie kajakami już nie. Dopłaciliśmy "opłatę za wpłynięcie na wody rezerwatu przyrody" i ruszyliśmy samodzielnie odkrywać zakamarki okolicy. Niestety, z podziwiania krajobrazów nici. Całą zatokę spowiła gęsta mgła przesłaniając otaczające nas bajeczne widoki. Zamiast tak:
Ale tu czekała na mnie także miła niespodzianka; na tą samą łódkę został zapakowany również Tomek, Polak. Razem dzielnie przebrnęliśmy przez tandetnie oświetlone jaskinie i inne trudy zorganizowanej wycieczki. Między innymi w pakiecie mieliśmy jeszcze kajaki. Tu Wietnamscy przewodnicy zaskoczyli nas swoją pomysłowością, gdyż kajaki faktycznie były w pakiecie, ale pływanie kajakami już nie. Dopłaciliśmy "opłatę za wpłynięcie na wody rezerwatu przyrody" i ruszyliśmy samodzielnie odkrywać zakamarki okolicy. Niestety, z podziwiania krajobrazów nici. Całą zatokę spowiła gęsta mgła przesłaniając otaczające nas bajeczne widoki. Zamiast tak:
środa, 1 stycznia 2014
W warsztacie
Dzień 4. Hanoi
Kolejny dzień spędzony wśród motorów; warsztat, garaż, sklep, jazdy próbne, nauka manualnej skrzyni biegów, proste naprawy, ustalanie detali, rady, porady i takie tam... Ostatecznie plan jest następujący: jutro komercyjna wycieczka do zatoki Ha Long, noc na łódce, następnego dnia powrót do Hanoi, gdzie motor ma już czekać zwarty i gotowy na podbój Wietnamu;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






