Robin Szwed (ten sam co był w Krakowie, więcej tutaj) oznajmił mi wczoraj na 15 min przed spotkaniem: "Hej! John Aleksander ma dla ciebie rozmowę o pracę. Chcesz zobaczyć o co chodzi?" John Aleksander to jedna z pracowników z dziekanatu. To bardzo klasyczny przykład osoby utrzymującej posadę z niewiadomych przyczyn. W biurze nie robi dosłownie nic, raz w tygodniu uczy francuskiego (w Chinach!), a mimo swojej bezużyteczności jest zupełnie nie do ruszenia w strukturach uniwersytetu. Nie znam jego prawdziwego imienia i nazwiska, ale z jakiegoś powodu wszyscy nazywają go John Aleksander. Chińczycy często przyjmują zagraniczne imiona, aby ułatwić życie obcokrajowcom, ale dlaczego John Aleksander?
Wracając do tematu... Poleciałam pędem do domu przebrać się w coś bardziej odpowiedniego i dotarłam przed szkołę na minutę przed czasem. Johna oczywiście jeszcze nie było. W sumie pojawiłam się tylko ja i Robin, po chwili jeszcze dotarł Ali Irańczyk (ten który zrobił wideo, więcej tutaj). John Aleksander spóźnił się ponad kwadrans. Wtedy okazało się, że Natalia Kostarykanka, która też miała z nami iść, nic o tym nie wie i właśnie pisze jakiś egzamin poprawkowy. Idealny przykład chińskiej organizacji. John poszedł wyciągnąć ją z egzaminu. Wrócił za chwilę i powiedział, że ja i Natalia idziemy na inną rozmowę i mam na nią poczekać aż skończy egzamin. Mieszkając tu już dwa lata, byłam na to przygotowana, po prostu wyciągnęłam książkę i zaczęłam czytać.