czwartek, 4 lutego 2016

Tybetańskie klimaty

Dzień 4, Katmandu

Już stanęłam na nogi po wczorajszym zatruciu, ale wciąż jestem trochę osłabiona i zdecydowanie trzeba było zwolnić tempo. Mimo lekkiego wycieńczenia odwiedziłam dzisiaj Boudhanath (lub Bodhnath), czyli tybetańską stupę. Miejsce to jest centrum tybetańskiej kultury w Nepalu. Po przekroczeniu głównej bramy momentalnie wkracza się w zupełnie inny świat. Mieszkańcy oraz wierni noszą tradycyjne tybetańskie stroje, tutejsze restauracje serwują tybetańskie specjały, a sklepiki pełne są tybetańskich bibelotów. Nie tylko główna stupa jest urokliwa, równie zachwycający jest gąszcz oplatających ją uliczek. Wąskie alejki pełne są wiernych oraz mnichów z ogolonymi głowami w brunatnoczerwonych szatach. Stroje mnichów fantastycznie współgrają z bielą kopuły oraz kolorami okolicznych sklepików i restauracji. Atmosfera tego miejsca nie tylko przesiąknięta jest zapachem kadzidełek i przypraw, ale również spokojem, łagodnością i mistycyzmem odległej kultury. Buddyzm tybetański oraz jego wyznawcy zaznali tutaj spokoju i wolności, o których mogliby tylko marzyć w zniewolonym Tybecie. 


Jak widać na zdjęciu, również i ta stupa bardzo ucierpiała podczas trzęsienia ziemi. Na szczęście prace wrą i już niedługo powrócą czasy jej świetności. Wtedy przyjdzie kolej na renowację kolejnego zabytku.

Taki wygląd stupy zostanie przywrócony już wkrótce.
Po południu Aditya Nepalczyk zabrał mnie na spotkanie nepalskich rolników, farmerów, biznesmenów i profesorów, gdzie był głównym prowadzącym i dlatego przyjęto nas z największymi honorami. Aditya promował uprawy hydroponiczne, czyli rodzaj upraw bez pestycydów. Błyskawicznie główny nurt spotkania popłynął w kierunku naturalnych upraw, ekologii i organicznej żywności. Widać, że Nepalczycy, podobnie jak Polacy, mają dość sztucznych nawozów, pestycydów, herbicydów, genetycznie modyfikowanego badziewia oraz wszechobecnej chemii. Jak widać mamy 28 milionów sprzymierzeńców ;)


2 komentarze: